Krasnoludek z pomarańczamiSpotykam się z pytaniem o to, czy praktyki uważności można nauczyć się samemu. Czy konieczny jest do tego kurs albo nauczyciel.

 

       Niech znowu moje doświadczenie będzie głównym punktem odniesienia: myślę, że uważności można uczyć się samemu i są do tego celu dostępne doskonałe książki i nagrania. Poleciłabym wspomniany podręcznik z płytą Marka Williamsa i wiele innych książek, bardzo mądrych, głębokich z propozycjami ćwiczeń.
       Sądzę jednak, że samodzielne uczenie się praktyki uważności powinno być ostatecznością, dla ludzi, którzy naprawdę nie mogą pójść na kurs, ani pracować pod kierownictwem jakiegoś nauczyciela.
       Wynika to z kilku przyczyn.
       Po pierwsze, motywacja. Większości ludzi zabraknie motywacji, by wykonywać ćwiczenia regularnie, a regularność jest dla „mięśnia uważności” niezwykle istotna.
       Po drugie, trudności w praktyce. Mogą się pojawić. Zwłaszcza u osób przeżywających poważne kryzysy praktyka uważności powinna być monitorowana przez doświadczoną osobę. Ale nawet u osoby pragnącej się wewnętrznie rozwijać, bez większych trudności w codziennym funkcjonowaniu, medytacja może obnażyć coś w psychice, co dotąd było skrzętnie skrywane, coś bolesnego, dawną traumę, ten aspekt siebie, którego człowiek wolałby nie mieć, więc o nim zapomniał. Jeśli tak się stanie w Twoim przypadku, to praktyka zacznie wywoływać trudne uczucia, z którymi możesz sobie nie radzić. Tak naprawdę odkrycie tej trudności jest Twoim wielkim osiągnięciem, lecz niepokierowana/niepokierowany możesz nie mieć ochoty dalej medytować i zmierzyć się z problemem. A to oznacza, że zatrzymasz się w pół drogi.
       Po trzecie, wsparcie grupy. Praca w grupie jest bardzo pożyteczna, ponieważ słuchając o doświadczeniach innych dowiadujemy się wiele o sobie samym. Tak już bywa, gdy spotyka się kilkoro ludzi, że niektórzy są bardziej wylewni, skłonni do opowiadania o swoich doświadczeniach w czasie praktyki, inni zaś wolą mówić mało albo nic – i tak też jest w porządku, na zajęciach nigdy nie wywiera się presji na nikogo, by się otworzył. Wielu ludzi korzysta milcząc. Ale z rozmowy z uczestnikami kursu (oraz z własnych doświadczeń) wiem, że słuchając o problemach innych, często pojawia się myśl „u mnie jest tak samo”. To bardzo mocne i ważne stwierdzenie. Okazuje się, że nie jesteśmy sami z naszym cierpieniem, pogubieniem, uporczywymi myślami, brakiem postępów… Wszyscy jesteśmy ludźmi: choć wiele nas dzieli, to i wiele łączy. Te doświadczenia zbliżają, pomagają spojrzeć na siebie i na innych z życzliwością.